"Na końcu jest zawsze dobrze. A jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to nie jest jeszcze koniec..."
Siedziała przy oknie i wpatrywała się w szumiące fale... Słońce wpadało do pokoju i oświetlało śniadą cerę dziewczyny. Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziała słabym i zachrypniętym głosem.
- Cześć mała. - w drzwiach pojawił się Peter z wielkim, czerwonym bukietem róż.
- Hej... - uśmiechnęła się - Co ty tutaj robisz? - spojrzała na niego i gestem wskazała fotel - Siadaj...
- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz. Lepiej już...? - spytał zatroskany - Dla ciebie... - powiedział i wręczył Natalie kwiaty.
- Ojeju... Dziękuję. Kochany jesteś. - pocałowała go w policzek i wróciła na swoje miejsce - Jest lepiej. O wiele lepiej. Już nie płacze... Staram się być silna... - odpowiedziała i wbiła wzrok w podłogę.
- Nie martw się tak... Wiem, że ciężko ale dasz radę. Jesteś dużą dziewczynką. On nie był ciebie wart. - rzekł Peter i usiadł koło dziewczyny.
- Chyba ja jego... Byłam po prostu naiwna... - Natalie wtuliła się w chłopaka i ukradkiem wycierała łzy które spływały po jej policzku.
- Nie płacz... Spokojnie. - pocieszał ją.
- Dziękuję ci za wszystko, ty i Molly zawsze jesteście przy mnie. Naprawdę wam za to dziękuję, jestem wam wdzięczna i dłużna do końca życia... - dziewczyna wstała i podeszła do szafy. Wyjęła z niej małe pudełeczko - Patrz... Dostałam to od niego na pierwszej randce. - jej smukłe palce wyjęły z pudełeczka wisiorek w kształcie serduszka i podała go przyjacielowi.
- Ładny... Co z nim teraz zrobisz? - spytał zaciekawiony.
- Wiesz... Chciałam go sprzedać... Za dużo wspomnień. - w jej oczach znów pojawiły się łzy.
I co powiecie na prolog? Mi się osobiście podoba. Chociaż stać mnie na lepszy. Pozdrawiam. :*
CZYTASZ - KOMENTUJESZ :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz