niedziela, 7 października 2012

Rozdział I

 "Szczerość to podstawa..."

Jej smukłe palce trzymały długopis, a wzrok wbity był w ziemię. Ciałem była na lekcji Biologii, ale myślami błądziła po ostatnich wydarzeniach. Cierpiała, dlaczego? Bo nadal go kochała. Zależało jej na nim jak na nikim innym. Ale pomimo tego nie byłaby mu w stanie wybaczyć. Według niej zdrada jest nie wybaczalna... Chyba, że ktoś będzie tak naiwny.
- Natalie, co o tym sądzisz? - z rozmyśleń wyrwał ją głos Molly.

- O czym...? - spytała zdezorientowana.
- O biwaku. Dzisiaj piątek. Co powiesz na to by nasza 'święta trójca' pojechała na biwak do lasu? - dodał Peter po czym dorzucił swój słodki uśmiech, a w jego policzkach ukazały się małe dołeczki.
- Ty jej nie czaruj... - szepnęła 'aparatka' do niego.
- O co ci chodzi...? - zdziwił się chłopak.
- Widać, że ją podrywasz... - z triumfalnym uśmiechem oznajmiła Molly.

- Kogo podrywa? - do rozmowy włączyła się Natalie.
- Nikogo! - krzyknął Peter na cały głos, a wzrok pozostałych uczniów zwrócił się na niego - Przepraszam... - jęknął pod nosem i zajął się przepisywaniem z tablicy.


Po lekcjach Natalie, Molly oraz Peter udali się do Milk Shake City.
- Poproszę dwa czekoladowe i jeden bananowy - odtłuszczony. - chłopak złożył zamówienie.

- Zaraz wracam. - powiedziała blondynka i zniknęła za drzwiami toalety.
- No to opowiadaj. Wszystko...! - podkreśliła Molly.
- Ale co?!

- Od kiedy i dlaczego nic mi nie powiedziałeś... - uśmiechnęła się.
- Już dawno. - zarumienił się - Nic nie mówiłem bo bałem się, że jej powiesz. A nie chciałbym psuć przyjaźni... - westchnął.
- Nie zepsujesz... Ale to bez sensu żebyś to przed nią ukrywał. Szczerość to podstawa Pet. - powiedziała i spojrzała się na drzwi. - Ja lecę, a ty z nią porozmawiaj. Proszę... - przytuliła go na pożegnanie i wyszła z MSC.
Po chwili Natalie wróciła z toalety i usiadła koło Petera.

- A gdzie Molly...? - spytała i sympatycznie się uśmiechnęła.
- Musiała wyjść. Musze z tobą porozmawiać... - spuścił głowę.
- O czym? - zerknęła na niego.
- O nas... Znaczy o tobie i o mnie. Bo widzisz, ja...
- Nie kończ. - przerwała - Słyszałam... Peter... - chwyciła go za rękę i lekko ścisnęła - Dla mnie to jeszcze za wcześnie... Jeśli naprawdę ci na mnie zależy to poczekaj...
- Będę czekał... Tydzień, miesiąc, pół roku, rok... Kocham cię Natalie... - powiedział i nachylił się by ją pocałować. Dziewczyna również zbliżyła się do jego ust, lecz po chwili odskoczyła.

- Nie... Za wcześnie. Przepraszam... - powiedziała i wybiegła z budynku.
- Jaki ja jestem głupi... - westchnął Peter sam do siebie.


No cześć :*
Jak wam się podoba? Mi nawet... ;) Chyba ciekawszy niż prolog... I proszę - komentujcie... ♥
Licznik jak na razie jest dziesięć. I mam nadzieję, że to się szybko zmieni...
I teraz tak:
1. Jeśli czytasz - skomentuj.
2. Nstpn. rozdział dodam, jeśli pod tym będą trzy komentarze.. :)

Pozdrawiam  < 33




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz